– Słyszałaś mnie. Zabiłem ją! – wycedził Aldric z jadem w głosie. – Przez ciebie, Visho. Sprawiłaś, że moje życie stało się bezwartościowe! – Pot perlił się na jego czole, lśniąc w migoczącym świetle świec niczym korona cierniowa.
Odwrócił się, zaciskając spoconą dłoń na garści swoich włosów.
– O czym ty mówisz? Nigdy cię nie prosiłam, żebyś kogoś zabijał... – zapytała Visha, zdezorientowana jego






