languageJęzyk

Rozdział 3

Autor: Emilyyyyy14 cze 2025

Spotkania i sprawunki tego dnia mijały w pośpiechu, a kiedy nadszedł czas spotkania z Ryanem, Katrina była wykończona. Piła trzecią kawę, a stopy bolały ją w ciasnych szpilkach.

Mimo to udało jej się dotrzeć na spotkanie z Ryanem odrobinę wcześniej. Zajęła miejsce przed jego biurkiem i westchnęła, w końcu zdejmując nieco ciężaru z krzyczących stóp.

— Długi dzień? — zagadnął Ryan zza biurka.

Katrina uśmiechnęła się do niego. — Musiałam załatwić mu kolejny telefon — powiedziała dyrektorowi finansowemu, wskazując na małą torebkę, którą miała ze sobą.

Ryan zachichotał lekko. — Nie jestem zaskoczony. Widziałem jego tyrady i wrzaski na Litterze zeszłej nocy i domyśliłem się, że skończy się to tak, jak zawsze. — Pokręcił głową z kolejnym śmiechem.

— Mówiłam mu, żeby przestał tam wchodzić. Nie wiem, dlaczego po prostu nie posłucha — powiedziała ze zmęczonym westchnieniem.

— Może dlatego, że on nie ma ochoty słuchać — rzucił beznamiętnie Kylan, stojąc w drzwiach biura Ryana.

Katrina posłała mu surowe spojrzenie. — Po co w ogóle zatrudniać specjalistkę od PR jako asystentkę, skoro nawet nie zamierzasz słuchać jej opinii na temat tego, jak radzisz sobie z opinią publiczną? — zapytała ostrożnie.

Kylan usiadł na krześle obok niej. Wyglądał na znudzonego w każdym calu, a ona po raz kolejny zastanawiała się, jak człowiek taki jak on i człowiek taki jak Ryan w ogóle zeszli się razem, by stworzyć Ross Corp. te wszystkie lata temu.

— Mówiłem ci wcześniej i powtórzę jeszcze raz. Nie pozwolę, by moje życie było kwestionowane w taki sposób, w jaki robią to te internetowe gnojki — powiedział stanowczo Kylan. Sięgnął po torebkę z nowym telefonem, a ona podała mu ją bez słowa.

Ryan westchnął głośno zza biurka. — Właśnie dlatego akcje spadają, Kylanie. Twoje zachowanie nigdy nie było korzystne, ale staje się coraz bardziej nieobliczalne. Postrzeganie cię przez opinię publiczną przekłada się bezpośrednio na sprzedaż i zabezpieczanie potencjalnych umów z innymi firmami — wyjaśnił, marszcząc brwi. — Akcje spadły prawie dwukrotnie w porównaniu do ostatnich kilku lat. I stało się to w ciągu zaledwie ostatnich kilku miesięcy — podsumował cicho Ryan.

Spojrzała na Kylana z niezadowoleniem. — On ma rację. Twojemu nastawieniu zarówno do prasy, jak i ludzi w internecie brakuje jakiegokolwiek człowieczeństwa. To jest sprzeczne z tym, za czym stoi Ross Corporation w swojej podstawowej funkcji. Czyli pomocą w dochodzeniach policji i bezpieczeństwem czyjegoś domu — przypomniała szefowi.

Kylan prychnął i uszczypnęł się w nasadę nosa. — Co chcecie, żebym zrobił? — zapytał niecierpliwie Katrinę i Ryana.

Katrina spojrzała na Ryana wyczekująco. Prawdę mówiąc, nie miała pojęcia, co robić. Rozmowa z Kylanem i przypominanie mu, dlaczego nigdy nie jest dobrym pomysłem wdawanie się w kłótnię z nastolatkiem w internecie albo wyrywanie i rzucanie aparatem fotografa, nigdy nie działało. Katrina szczerze nie była pewna, co mogłoby do niego dotrzeć, jeśli cokolwiek w ogóle mogło.

— Gwałtownie tracimy pracowników. Ich środowisko pracy nie ma już w sobie życia — dodała dla wzmocnienia efektu. To była prawda, nie było już ducha firmy ani dumy. To, co kiedyś było tętniącą życiem, rozkwitającą firmą w powijakach, teraz było pozbawioną blasku i powoli gasnącą iskrą.

Coś musiało się zmienić. I to szybko.

— Mam propozycję — zaczął ostrożnie Ryan. Katrina i Kylan spojrzeli na niego z ciekawością, a on odchrząknął. — Myślę... Cóż, Kylanie, myślę, że musisz zacząć się z kimś spotykać. To musi być ktoś z odpowiednią osobowością. Ktoś, kogo możesz otwarcie pokazać światu i kto poradzi sobie z nieuniknionym blaskiem fleszy, który za tym pójdzie. Potrzebujesz kogoś charyzmatycznego, kto będzie błyszczał, kiedy ty sam zdecydujesz się narzekać — ciągnął monotonnie.

Nie mogła powiedzieć, że była całkowicie zaskoczona propozycją Ryana. Kylan był w końcu trzydziestodwuletnim kawalerem. Rozumiała publiczny urok, jaki mógłby płynąć z pozornie nieosiągalnej, zatwardziałej jednostki, spotykającej się z osobą mniej wymagającą.

Jeśli w ogóle możliwe było odwołanie się do człowieczeństwa Kylana w oczach opinii publicznej, musiał to zrobić. Musiał spróbować. Inaczej Ross Corp. zostanie zrównane z ziemią.

— Myślę, że to fantastyczny pomysł — zgodziła się gorliwie. — Jeśli możesz wydawać się choć trochę bardziej... przystępny lub bliski zwykłym ludziom na poziomie osobistym, musimy to pokazać — dodała. — A to oznacza posiadanie dziewczyny.

— Żony — powiedział nagle Ryan.

Katrina odwróciła się do Ryana, podczas gdy Kylan zmarszczył brwi tak mocno, że jego twarz wyglądała na zmiętą i jakby miał zaparcie.

— Mam na myśli kogoś, z kim możesz dogadać się co do fałszywego małżeństwa. Kontrakt.

Twarz Katriny rozjaśniła się, po czym spojrzała na szefa. — Zgadza się! Posiadanie narzeczonej, kogoś, z kim się „ożenisz”, jest bardziej przekonujące niż posiadanie dziewczyny.

Kylan patrzył na Katrinę i Ryana, jakby wyrosła im druga głowa, a ona wiedziała, że toczy już przegraną bitwę.

— W ile kłótni wdałeś się wczoraj na Litterze? — zdecydowała się zapytać Kylana.

Szef posłał jej groźne spojrzenie, ale nawet nie drgnęła. Katrina była tak przyzwyczajona do jego taktyk, a Ryan nie mylił się co do tego pomysłu.

— Ile telefonów zużyłeś w samym tylko ostatnim tygodniu? — naciskała.

Kylan westchnął i potarł czoło, bardzo wyraźnie zirytowany. Przeczesał palcami włosy, odgarniając przy tym grzywkę. — Wdaję się tylko w kłótnie na Litterze, które są warte mojego czasu — mruknął.

Katrina prawie wybuchnęła śmiechem. — Kłócenie się z, ile to oni mają, dwunastolatkami, jest warte twojego czasu? — zapytała, unosząc brwi z rozbawieniem.

— Odpierdol się. Ten wczorajszy był cholernym tyranem — upierał się Kylan, rzucając jej kolejne mordercze spojrzenie.

Pokręciła głową. — Szefie, czy nie zatrudniłeś mnie dlatego, że ukończyłam studia z podwójnym kierunkiem z public relations i zarządzania biznesem? — zapytała.

Katrina była już wyczerpana próbami wpłynięcia na jego uczucia, ale wiedziała, że to nie jest sytuacja, w której może odpuścić. Coś musiało pęknąć, a to był logiczny pomysł.

— Mogę cię zwolnić równie szybko, Katrino — przypomniał jej Kylan, ale w jego głosie brakowało jadu. Wiedziała równie dobrze jak on, że Kylan utonąłby bez Katriny Morgan. Przerobił wystarczająco dużo asystentek przed nią, by zdać sobie z tego sprawę.

— Pomyśl o tym, szefie. Masz trzydzieści dwa lata. Nigdy otwarcie się z nikim nie spotykałeś. Jeśli wybierzesz odpowiednią partnerkę, możesz wydawać się znacznie bardziej bliski ludziom i ludzki. Pójdziesz na kilka gal, zrobisz parę zdjęć i wrzucisz część z nich do mediów społecznościowych. To ma sens. Jesteś bardzo pożądany w mieście, zarówno wśród kobiet, jak i mężczyzn — kontynuowała próbę przekonania Kylana.

Wiedziała chyba lepiej niż ktokolwiek inny, że Kylan nie randkował. Nie była do końca pewna, czy on w ogóle wiedział, jak randkować. Niemożliwe było dla niej wyobrażenie sobie kogoś takiego jak CEO Ross Corp., będącego... wystarczająco otwartym, by umawiać się z kimkolwiek. Nie mogła nawet objąć umysłem tej koncepcji.

Oczywiście wiedziała, że zdarzały mu się przygody na jedną noc. Wpadła na jedną czy dwie kobiety wychodzące z jego penthouse'u, gdy podrzucała mu rzeczy z pralni, ale na tym kończyły się wszelkie relacje.

Ryan siedział cicho przez cały czas trwania jej przemowy, uważnie obserwując zarówno ją, jak i Kylana. Nie była pewna, czy będzie miał więcej szczęścia niż ona, ale spojrzała na niego, szukając pomocy. Łaskawie zrozumiał aluzję.

— Kylanie, ty i ja pracowaliśmy niesamowicie ciężko, by zbudować Ross Corp. od zera. Jesteśmy w dwudziestu siedmiu krajach i w prawie pięciu milionach domów na całym świecie. Wiele jednostek policji zdecydowało się na użycie naszych dronów. Boli mnie ogromnie widok naszych pikujących akcji i ciebie przyjmującego na siebie cały ciężar krytyki w mediach społecznościowych. Czy mógłbyś, proszę, przynajmniej rozważyć ten pomysł? — błagał Kylana.

Kylan westchnął, wpychając ręce do kieszeni nieskazitelnie wyprasowanego garnituru, po czym zaczął krążyć. Katrina i Ryan pozwolili mu chodzić przez chwilę. Katrina powiedziała wszystko, co mogła, i teraz musiała pozwolić Kylanowi przetrawić te informacje. Tak właśnie funkcjonował za każdym razem, gdy w grę wchodziła duża decyzja. To nie różniło się niczym, a być może był to nawet większy wybór niż zazwyczaj.

— Cholera, niech będzie. Nie widzę, jak to mogłoby w czymkolwiek pomóc firmie, ale to nie ja jestem ekspertem od PR, jak mniemam. — Kylan spojrzał na nią zwężonymi oczami, a ona posłała mu drobny uśmiech. — Dajcie mi tydzień na znalezienie kogoś — powiedział jej i Ryanowi, patrząc na nich na zmianę.

— Potrzebujesz pomocy w ściągnięciu jakichś aplikacji randkowych albo czegoś w tym stylu? Muszę tylko znać twoje preferencje. Kobieta, mężczyzna... — została skutecznie uciszona.

— Kobieta, Katrino. I nie. Spróbuję znaleźć kogoś w starym, dobrym stylu, idąc do pieprzonego baru. — Kylan uszczypnął się w nasadę nosa.

Pokiwała głową. — Brzmi dobrze, szefie. Jeśli to wszystko, idę się odświeżyć, zanim pójdziemy na kolację z Charliem. — Wstała z krzesła i czekała na odprawienie.

— Dobrze. — Kylan machnął na nią ręką.

Katrina skinęła uprzejmie szefowi, po czym uśmiechnęła się z ulgą do Ryana, zanim wyszła z gabinetu.

Nie wiedziała, czy to naprawdę zadziała, ale ona i Ryan mieli nadzieję.

Nie mogła powstrzymać się od lekkiego współczucia dla biednej kobiety, którą Kylan zamierzał poślubić. Naprawdę był niemożliwym człowiekiem do życia.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki

Rozdział 3: Rozdział 3 - Kontraktowe małżeństwo z moim szefem, prezesem | StoriesNook