Nasi goście przybyli w końcu kilka minut przed północą. Nasza mała sówka nocna nie spała, więc zabraliśmy ją ze sobą, żeby powitać ich przed pałacem. Służący właśnie otwierał tylne drzwi limuzyny, którą wysłaliśmy, aby odebrać czwórkę z lotniska, gdy mój mąż i ja dotarliśmy na szczyt schodów.
Pierwszy wysiadł z samochodu bardzo wysoki, wyraźnie silny, ale nieco szczupły mężczyzna o kruczoczarnych






