Żołnierz zatrzymał się, gdy dotarliśmy na koniec korytarza, ale nie puścił nas. Po prostu jedną ręką uniósł nad moją głową jakieś radio i krzyknął do niego: "OGIEŃ! OGIEŃ W ZACHODNIM SKRZYDLE! Wzywać straż pożarną i wszystkie jednostki ratunkowe!"
Gdzie jest Nina?!
Wierciłam się w uścisku żołnierza – trzymał nas mocno, próbując zorientować się i zrozumieć, co się, do cholery, dzieje – i rozglą






