Było ich pięciu, a dłoń Charlotte dotknęła moich pleców, gdy patrzyłem, jak przeszukują pokój, sprawdzając okna, drzwi i każdy cień.
Było to inwazyjne, ale konieczne.
Podążyłem za nią, gdy podeszła po swój szlafrok, okrywając się nim, zanim poprowadziła mnie na kanapę, gdzie przesiedzieliśmy kilka kolejnych godzin.
Wszelkie rozmowy ustały, a chociaż chciałem być tam i szukać królowej, nie zamie






