Następnego ranka prawie o nim zapomniałem, bo miałem na głowie tyle gówna w domu. Mengele obudziła mnie o świcie swoim pierdoleniem.
Kat była nieszczęśliwa, bo jedno z naszych dzieci żyło obecnie dzięki jej nerce albo coś w tym stylu, a moi synowie próbowali wyrwać mój dom z fundamentów. Zwykły poniedziałkowy poranek w domu Lyonów.
"Kto spóźni się na autobus, idzie pieszo." Martwa cisza przez ułam






