Przygotowania Miguela zajęły trzy dni, a ja czułam się coraz gorzej. Byłam wyczerpana i zmęczona, jakby każda odrobina mojej siły szła na rozwój dziecka w moim łonie. Nie pomagał fakt, że nic nie mogłam w sobie utrzymać.
Ubrałam dzieci w ciepłe ubrania, bo wszyscy mieliśmy jechać, i włożyłam luźną sukienkę letnią.
– Gotowa? – głos Miguela dobiegł z progu.
– Jeszcze chwilka – odkrzyknęłam, zawią






