"Ta szmata puszczała się na lewo i prawo, brudząc naszą linię rodową…" – wydusiła z siebie, dławiąc się, gdy z cienkiej linii na jej gardle wytrysnęła czerwień. Ręka poleciała do szyi, oczy szeroko otwarte w szoku.
Nikt nie miał prawa o tym mówić, a ja zadbałem o to, by tak pozostało. Konsekwencje byłyby druzgocące. Spoglądam na ostrze w mojej dłoni, a potem sięgam po serwetkę obok jej serwisu do






