Kiwnęłam głową.
Miał rację, to nie był czas na załamanie nerwowe ani na przytłoczenie się myślami.
Jego ręce zniknęły z moich ramion. „Widziałem Marię wkładającą ciasto do piekarnika, kiedy tu szedłem. Minęła już godzina, idealny moment, jeśli mnie pytasz” – uśmiecha się ponownie.
Zepchnęłam to, czego się dowiedziałam, na tyły mojej głowy.
„Jasne” – zgodziłam się. Trochę ciasta brzmiało dobrze






