Marilyn zmarszczyła brwi, a w jej jasnych oczach pojawiła się rzadka nuta agresji. – Grozisz mi?
– Grożę pani? Pani Quesnell, nie rozumiem. Po prostu poprosiłem o pomoc w przekazaniu wiadomości. – Caleb zachichotał. – To, co pani nazywa groźbą... Hah, jeśli pani tak to widzi, to niech tak będzie. W końcu Grupa Zabel ma pewność siebie, by to robić. To wszystko, co mam do powiedzenia. Mam nadzieję,






