Na piętrze.
„Usiądź, a ja pokroję ci trochę owoców” – wyszeptał Matthew, pomagając Veronice usiąść na krześle na balkonie.
„Dobrze”.
Veronica skinęła głową, czując lekkie przygnębienie, siadając w fotelu bujanym z widokiem na ruchliwe centrum zamieszkane przez członków ukrytego klanu.
Za każdym razem, gdy myślała o obrażeniach Shirley, ogarniała ją udręka i nie wiedziała, jak ma im to wytłumaczyć.






