Patrzyły, jak Albert zostawia je za sobą i odjeżdża.
Fiona nie mogła w to uwierzyć, aż nagle poczuła, jak przed oczami robi jej się ciemno. Szybko pobiegła za nim i krzyknęła: "Kochanie... Albert!"
Niestety, samochód oddalał się coraz bardziej. Wkrótce nie było widać nawet świateł stopu.
Fiona tupnęła nogą ze złości i usłyszała ponownie rozpaczliwy płacz Elizy. "Mamo, ratuj... Boli, boli."
Eli






