Po prawie czterech godzinach w drodze – gdzie kierowca Aldena nie tyle jechał, co leciał – w końcu dotarł. Nawet nie czekał, aż samochód zaparkuje. Jak tylko zobaczył szpital, wyskoczył i wbiegł do środka.
Alden pędził korytarzem, szukając numeru sali, a serce waliło mu w piersi. W tej chwili żałował, że nie ma supermocy, żeby mógł się tam pojawić natychmiast.
Poczuł się trochę spokojniejszy, wied






