Marcus, Valerie, John i bliźniaki w końcu dotarli do miejsca, które przez jakieś piętnaście lat było ich domem. Większość wyglądała nieskazitelnie, dokładnie tak, jak ją zostawili.
John pobiegł prosto do swojego pokoju, a rodzice za nim, niosąc po jednym z bliźniaków: Caroline, czule wtuloną w ramiona ojca, i Alberta u matki.
"Tęskniłem za moim pokojem! Tęskniłem za moim małym domkiem! Tato!" powi






