Poranne słońce przemknęło przez szpary w zasłonach, a jego promienie wślizgiwały się do pokoju niczym złodziej. Alexia poruszyła się ociężale, z odrobinę większą siłą niż dotychczas, próbując naciągnąć prześcieradło na głowę, by odgrodzić się od światła.
– Pięknie… Tak się cieszę, że się budzisz! Dziś przyjdzie lekarz na twoją terapię – powiedział pan Bouygues.
– Pierre… Jestem wyczerpana. Nie moż






