Zmierzam w kąt areny, gdzie widnieje żółta flaga. Dołączają do mnie trzy inne osoby. Mój pierwszy sparingpartner, który, jak się wydaje, dobrze sobie poradził, nie wygląda na zbyt poszkodowanego. Potyka się jakiś nieszczęśnik, wyglądający, jakby był ludzkim workiem treningowym dla wszystkich. Ma rozciętą prawą brew, z której krew spływa mu do oka, nos na pewno złamany, a warga rozcięta i krwawiąca






