Jakby połączeni jakąś telepatyczną intuicją, oboje, stojąc w odległości 100 metrów od siebie, niemal jednocześnie się zauważyli. Emmanuel chciał się z nią przywitać, ale słowa uwięzły mu w gardle i nie mógł ich z siebie wydobyć.
„Mackenzie!”
W tym momencie nagle, jak spod ziemi, wyrósł Quintus z uśmiechem na twarzy i podszedł do nich.
Emmanuel zamarł w miejscu, po czym ogarnęło go złe przeczucie.






