Szczerze podziwiałem Sorena. Po prostu chciałem, żeby jego życie stawało się coraz lepsze. Nie chciałem, żeby ktokolwiek ani cokolwiek je splamiło – łącznie ze mną.
Dlatego potrzebowałem tej dwuznaczności. Dopóki mogłem wmawiać sobie, że jesteśmy "tylko przyjaciółmi", mogłem z tym żyć.
Soren i Soleil już zaczęli jeść.
– Jak tam kwestia rodzinna? – zapytał Soren.
– Wszystko załatwione. Mój bezn






