Podzieliliśmy wino między siebie po równo. Było pyszne, ale wcale nie odurzające.
Gdy kończyliśmy posiłek, dałam znać Soren.
Soren: [Będę za pół godziny.]
Oszacowując, kiedy może dotrzeć, zdecydowaliśmy się wyjść.
Jean upierała się, żeby nas odprowadzić, i szła za nami aż do wejścia.
Samochód Sorena podjechał w samą porę.
Jean nonszalancko podeszła do mnie i wyszeptała: "Słuchaj no, sikorko.






