Boże, cóż za parszywe szczęście! Dzień jak co dzień – walka z Jonesami, a teraz jeszcze wieczorem muszę znosić Kennedy! Ktoś tu powinien wezwać egzorcystę, bo jestem pewien, że te dwie rodziny to demony, które chcą mnie opętać!
Nigdy nie powinienem był tu przychodzić.
"Nie wymyślaj, Edith. Sama sobie zrujnowałaś życie. Nikt inny ci w tym nie pomógł" – powiedziałem twardo.
Omiotłem wzrokiem salę i






