Uderzyłam pięścią w materac, wściekła.
– Kto cię tak wcześnie z samego rana napadł, że klniesz? – rozległ się głos za mną.
Wystraszona, podskoczyłam i odwróciłam się.
Soren siedział na kanapie przed oknem, elegancko ubrany w spodnie i koszulę zapinaną na guziki, jakby czekał, aż się obudzę.
Zasłony były nadal zaciągnięte, ale dzień był już na tyle zaawansowany, że słońce wypełniało pokój.
Na jego






