Pożegnałam się z nimi i wyszłam z korytarza.
Wtedy poczułam nagłe, mocne uderzenie w ramię. Odwróciłam się gwałtownie i napotkałam jego wzrok – twarz płonęła mu wściekłością, cała w czerwonych plamach.
Zalewało mnie złe przeczucie. „Edward! Co ty do licha…”
Nie zdążyłam dokończyć, gdy podszedł bliżej i zatkał mi usta – nie dłonią, lecz chusteczką.
Przez głowę przemknęła mi lawina myśli: środki nas






