– Co się stało? – zapytała zdezorientowana Madelyn, która w salonie wciąż jeszcze pogrążona była w słodkim śnie.
Rozległy się kroki.
Jack zszedł na dół i zacisnął pięści, patrząc, jak jego synowie wychodzą.
Trudny do opisania ból rozprzestrzenił się po całym jego ciele i nie mógł się powstrzymać.
– To wszystko moja wina jako ojca… To wszystko moja wina… – pomyślał.
– Jack? Co się stało?
Jack






