Twarz Mariny posmutniała, a jej gniew wisiał na włosku.
– A co, jeśli po prostu odejdę? – rzuciła wyzwanie, wymachując telefonem z otwartą klawiaturą. – Niedaleko jest komisariat policji. Jeśli spróbujesz mnie zatrzymać, zadzwonię po nich.
Czując, że ma mocne podstawy prawne, Marina ośmieliła się w swoim buncie.
Ale lodowata odpowiedź sklepikarza podcięła jej skrzydła: – Myślisz, że będziesz miała






