– Wsiadaj – rozkazał mi Christian, jak to miał w zwyczaju. Przyjechał całą tę drogę po jednym telefonie i nie był w dobrym humorze. Przypominał dawną wersję samego siebie.
Moje spojrzenie powędrowało na broń leżącą na tylnym siedzeniu. Co on planował?
– O nie, nie ma mowy, nie wsiadam – powiedziałam zszokowana. – Nie wiem, co zaplanowałeś, ale nie chcę brać w tym udziału.
– To nowość – warknął Chr






