Minęły godziny, ale Christian ani drgnął. Wielu opuściło cmentarz we łzach albo wyszło, by zaczerpnąć powietrza, ale nie Christian.
– To w porządku płakać, Christian. – Objęłam go ramieniem, opierając się o jego klatkę piersiową. – Jeśli chcesz krzyczeć, wyć… uderzyć kogoś… jestem tutaj. – Powiedziałam. – Okej, może bez tego uderzania…
– Wiem. – Poczułam miękkie usta Christiana przyciśnięte do moj






