Marvin
– J-Już? – Zmarszczyła brwi. – Ależ oczywiście, wchodźcie – zaprosiła nas, otwierając szerzej drzwi.
– Ty pierwszy. – Zwróciłem się do Pantery, ustępując mu miejsca. Tiago dbał o niego znacznie bardziej niż o mnie, więc tak wypadało. Prawda?
Gdy weszliśmy do domu, Ana zaprowadziła nas do salonu, gdzie usiedliśmy.
– Pójdę po Tiago. Proszę, rozgośćcie się! – zawołała, wychodząc z pomieszczeni






