(Jayden)
Dźwięk windy i nagle otwiera się przede mną penthouse. Kiedyś to było moje sanktuarium. Miejsce, gdzie mogłem odetchnąć i wpatrywać się w światła miasta, popijając drinka – a czasem i trzy – na dobranoc. Zanim pojawiły się dzieci.
Teraz wygląda jak jaskinia prezesa, do której ktoś wepchnął rodzinę na siłę.
Ale byłem idiotą, forsując ten pomysł. Krzywy, ręcznie robiony baner krzyczy: "Wita






