Brayden zacisnął zęby z frustracji, gestem dłoni nakazując służącym odejść.
– Możecie odejść – powiedział oschle, po czym opadł z powrotem na główne miejsce na kanapie. – Wprowadźcie ich – rozkazał.
Harris, który o włos uniknął dotkliwego pobicia, odetchnął głęboko z ulgą. Szybko pozbierał się z podłogi, poprawił ubranie i wygładził włosy, a następnie wycofał się w kąt, zbyt onieśmielony, by podej






