Z perspektywy Hayley:
Stałam przez chwilę w drzwiach i patrzyłam, jak Truman zaledwie kilkoma słowami rozbawia Camillę.
Czułam się tak, jakby był tym jednym irytującym dzieciakiem krewnych, który zjawia się na świątecznym obiedzie – tym, którego nie znosisz, ale którego wszyscy inni uwielbiają, bo tak uroczo gada.
Dla mnie Truman był właśnie tym dzieciakiem. Doprowadzał mnie do szału, ale wszyscy






