Płomienie wiły się i ryczały w nocnej ciemności, trawiąc przesiąknięte krwią ubrania i rękawice, aż nie pozostał po nich nic prócz popiołu. Migotliwe światło ognia oświetlało jej twarz, rzeźbiąc w niej obraz chłodnej perfekcji – pięknej, a jednak niepokojącej.
Jej delikatne rysy twarzy współgrały z oczami głębokimi i nieodgadnionymi jak zamarznięta otchłań, emanującymi aurą obojętności i chłodnego






