Świątynia Turnera pulsowała, gdy Lucy pijackim bełkotem wydukała: "Tuńczyk". Mocno chwycił ją za nadgarstek i docisnął do zimnej, wyłożonej kafelkami ściany.
Jego jabłko Adama podskoczyło dwukrotnie, zanim warknął: "To nie Tuńczyk. To Turner. T-u-r-n-e-r!"
Lucy zmarszczyła brwi, gdy chwycił ją za nadgarstek, wyraźnie zirytowany, i mocno go przekręcił, aż wyswobodziła się z uścisku Turnera.
"Tuńczy






