languageJęzyk

Rozdział 10: Gratulacje, jesteś rogaczem

Autor: Avelon Thorne 27 mar 2026

Wskazówka godzinowa na zegarku Andrei wskazuje dwunastą. O północy na drodze panuje niewielki ruch. Wszystko wygląda na opustoszałe; podczas jazdy Andrea mija tylko garstkę samochodów. Włącza radio. Z głośników wydobywa się głośny jazz, niosący się echem w noc. Czuje się żywa i wolna.

Za jej sportowym samochodem jadą trzy Porsche. Pewnie bogaci mężczyźni w drodze do kolejnego klubu nocnego, myśli. Mimo że samochody jadą szybko, celowo zwalniają, gdy ją mijają. Jeden trąbi, inny opuszcza szybę i krzyczy: "Hej, mała, masz ochotę się do nas przyłączyć?"

Andrea nie jest zdenerwowana. Nie pozwoli tym mężczyznom zrujnować swojej rzadkiej wolności. Podświadomie odwraca się i spogląda na inny samochód – śledzi ją od prawie dwóch godzin i aż za dobrze wie, kto go wysłał. Uśmiecha się i zwraca do właścicieli Porsche: "Jasne, seksowniaki! Czemu nie?"

Andrea zjeżdża samochodem na pobocze. Wysiada z fotela kierowcy i wsiada do jednego z Porsche. Oddaje kluczyki przyjacielowi kierowcy i prosi go, żeby zabrał jej samochód. Mężczyźni jadą szybko i wkrótce gubią wolniejszy samochód pełen zbirów Lance'a.

W rezydencji Hamiltonów panuje upiorna cisza. Lance stoi przed francuskim oknem, wpatrując się w swoje biurko. Ma splecione ręce za plecami i nadal ma na sobie szlafrok. Jest w połowie pogrążony w odurzeniu lekami.

Na jego biurku leży stos pogniecionych zdjęć. Na jednym zdjęciu widać, jak Andrea wkłada rękę w dłoń Charlesa, na innym, jak jego dłoń pieści jej czoło, a na jeszcze innym, jak jego ramiona obejmują ją w talii. Do pokoju wchodzi Robert, zdyszany, odrywając Lance'a od zdjęć.

"Mów!" – rozkazuje głębokim głosem Lance.

Robert spieszy się, by spełnić polecenie Lance'a i plącze słowa: "To Charles Peters. Jest lekarzem niani pani Hamilton. Mężczyzna przez telefon to on."

Przestaje mówić i zauważa, że Lance nie zamierza odpowiadać.

Kontynuuje: "Dziadek pana Petersa jest prywatnym lekarzem pańskiego dziadka."

"Lance nie będzie zadowolony, słysząc to" – myśli Robert – "Bliskie relacje rodziny Petersów z dziadkiem Lance'a utrudnią Lance'owi działania przeciwko Charlesowi."

Lance wie, że jego dziadek walczył ramię w ramię w wojnie z panem Petersem. Obaj mieli niezwykle bliską więź. Jego dziadek nie będzie tolerował żadnego konfliktu między obiema rodzinami, a zwłaszcza między Lancem a Charlesem.

Lance nagle odwraca się i spogląda na Roberta. Jego oczy są agresywne, ostre i zimne.

"Prywatny lekarz?"

"Tylko leki doktora Petersa mogą leczyć dusznicę bolesną pańskiego dziadka" – wyjaśnia Robert – "Daje panu Hamiltonowi wystarczającą ilość leków na trzy sesje. Właśnie teraz przyjmuje pierwszą dawkę."

Robert chce złagodzić napięcie w pokoju: "Wie pan, pańska żona nie była w szpitalu, żeby odwiedzić swoją nianię od dwóch lat. Może wymknęła się dziś w nocy, bo za nią tęskni."

"Jesteś pewien, że nie dlatego, że chciała pigułki?"

"Eee..." – jąka się Robert.

"Sprawdź inwentarz w szpitalu i dowiedz się, czy nie brakuje żadnych zapasów" – rozkazuje Lance.

"Tak jest."

Zamiast szybko odejść, Robert waha się. Nerwowo odchrząkuje: "Panie, ludzie śledzący Andreę mówią, że ją zgubili." Kiedy mówi, jego głos staje się coraz cichszy, ale Lance i tak słyszy.

"Zgubili ją? Co za banda bezużytecznych ludzi! Znajdźcie ją, nawet jeśli macie rozerwać całe miasto na strzępy."

Chwyta zdjęcie i rozdziera je od góry do dołu. Rzuca strzępami w Roberta, a jeden przecina mu twarz, powodując skaleczenie papierem.

W międzyczasie Andrea i jej adoratorzy przybywają do klubu. Głośna muzyka i wiwaty wypełniają powietrze, gdy wchodzą. Kelner nalewa butelkę szampana do kieliszka. Inny kelner układa stos kieliszków jak wieżę i nalewa butelkę po butelce szampana, aż każdy kieliszek jest pełny.

Andrea bierze kieliszek zaoferowany jej przez jednego z adoratorów i stawia go na czarnym stole. Szampan bulgocze i musuje. Mały tłum mężczyzn podąża za nią po klubie, zwabiony jej urodą.

"Co? Boisz się go wypić?" – wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna chwyta ją w talii – "Zapewniam cię, nie dosypałem niczego. Jest całkowicie czysty. A może to ty nie jesteś?"

Andrea nie obchodzi, że ten mężczyzna podwiózł ją swoim samochodem. Podnosi rękę i wylewa szampana na jego twarz.

"Nie jestem tak brudna jak twoje usta. Pozwól, że ci je umyję."

"Jesteś pierwszą kobietą, która odważyła się wylać na moją głowę wino" – mówi – "Jesteś zadziorna. Podobasz mi się."

Andrea zwalnia uścisk, niedbale upuszczając kieliszek na podłogę, gdzie rozbija się na kawałki. Potem wstaje i umiejętnie bawi się kosmykiem swoich blond włosów. Mężczyźni są przyciągani jej seksownym znużeniem i dumą; wydaje się, że nie mogą oderwać od niej wzroku. Nawet mężczyźni oglądający taniec na kolanach wpatrują się w nią.

Sześciu mężczyzn podąża za nią, próbując wręczyć jej drogie wino i tace z owocami. Thomas, mężczyzna, któremu Andrea wylała wino na twarz, wyciera twarz chusteczkami i goni ją.

"Tylko żartuję" – mówi, mrugając do niej – "Może wezmę później prysznic, a ty sprawdzisz, czy jestem wystarczająco czysty."

Andrea ignoruje go i siada na okrągłej sofie. Mężczyźni rywalizują ze sobą o miejsce obok niej.

"Czy zechciałabyś mnie zaszczycić tańcem?" – pyta jeden.

"Nie" – odpowiada Andrea oschle.

Sennie opiera się o oparcie sofy. Mimo że odrzuca ich propozycje, mężczyźni otaczają ją, oczarowani jej uśmiechem i urodą. Ci bogaci mężczyźni, urodzeni ze srebrną łyżką w ustach, są przystojni. Ale nie mogą konkurować z Lancem, myśli. Zgodziła się wsiąść do Porsche tylko po to, by pozbyć się mężczyzn, których Lance wysłał, by ją śledzili.

Zanim Lance dzwoni, Andreę otacza kilkudziesięciu mężczyzn. Thomas nadal najbardziej stara się ją zdobyć.

"Chodź ze mną, a sprawię, że spędzisz noc, której nigdy nie zapomnisz" – obiecuje.

"Obawiam się, że jestem dla ciebie zbyt wiele" – szepcze Andrea do jego ucha – "Jestem mężatką."

"Właśnie takie lubię. Uważam to za... ekscytujące."

"Nie boisz się mojego męża?"

"Nigdy w życiu nikogo się nie bałem" – przechwala się – "Spuściłbym lanie twojemu mężowi, gdyby kiedykolwiek się pojawił."

"Podobasz mi się" – mruczy.

"Dzwoni twój telefon" – szepcze Thomas.

Bierze jej telefon ze stołu i podaje jej. Andrea uśmiecha się do niego, ale marszczy brwi, gdy tylko widzi imię dzwoniącego.

"Halo?"

"Gdzie jesteś?"

Słyszy lodowatość w jego głębokim głosie. Jest pewna, że on już wie, że jest w klubie o nazwie The Queen's Bed. To tylko kwestia czasu, zanim przyjedzie.

"Trudno to nazwać nocą namiętności" – droczy się – "Już skończyłeś? Czy Leonie pomyślała, że jesteś za mały i rozczarowujący? Czy opuściła twoje łóżko ze śmiechem?"

"Masz trzy sekundy, żeby powiedzieć mi, gdzie jesteś."

"Wow, trzy sekundy? Tak szybko?" – śmieje się.

"A-N-D-R-E-A!" – wymawia jej imię powoli, jak groźbę.

Zamiast martwić się rykiem w telefonie, przełącza połączenie w tryb wideo.

"Zdradzam cię, Lance. Rozejrzyj się i wybierz ulubieńca! Co powiesz na tego silnego i wysokiego mężczyznę z ładnym ciałem? A może tego mężczyznę, który flirtuje z wieloma kobietami naraz i przechwala się swoją sprawnością s****lną? Którego mam wybrać na dzisiejszą noc?"

Przytula się do Thomasa w intymny sposób i patrzy w kamerę z czarującym uśmiechem. Lance czuje, jak coś eksploduje w jego mózgu.

"Nie waż się!"

"Panie Hamilton, jeśli nie rozwiedziesz się ze mną natychmiast, będę cię zdradzać bez końca" – grozi – "Czyż nie jestem troskliwa, że cię ostrzegam?"

"Mówiłam ci, że tego pożałujesz, Lance" – dodaje kokieteryjnie – "Ale dość gadania, chcę teraz spróbować jednego z tych mężczyzn. Do zobaczenia."

Posyła buziaka w telefon i rozłącza się.

Lance wściekle rzuca telefonem i wciska palce w skronie. Żeby dostać rozwód, zaprosiła prasę do domu Hamiltonów, zaaranżowała wysłanie Leonie do jego łóżka, a teraz go zdradza. Jak śmie ta kobieta wciąż i wciąż podważać jego władzę?

Cholera! Na nagraniu tak intymnie przytulała się do innego mężczyzny. To wystarczy, żeby zagotować mu krew.

Ustawienia czytania

Rozmiar czcionki

17px
Obecny rozmiar

Motyw

Wysokość linii

Grubość czcionki