Zachary odpowiedział mi słabo: "Nie."
Nie zapytał z ciekawości, dlaczego wymiotowałam krwią. Po prostu odwrócił się bokiem i zrobił mi przejście.
Wyszłam, by usiąść na kanapie, i dokończyłam brać lekarstwa. Tym razem mdłości nie były tak silne jak wcześniej.
Zmusiłam się do przełknięcia leków i odwróciłam głowę, widząc, że Zachary wciąż stoi w tym samym miejscu. Zapytałam z wahaniem: "Wracasz jutr






