Kiedy Zachary wyszedł z łazienki, miał na sobie czarną, jedwabną piżamę. Natychmiast przybrał swój stały, chłodny wyraz twarzy.
Mierzył co najmniej sto dziewięćdziesiąt centymetrów wzrostu. Kiedy patrzył na mnie z góry, stojąc obok łóżka, wydawał się potężny. Ujęłam jego dłoń i delikatnie nią potrząsnęłam.
– Nie kładziesz się? – zapytałam.
Zachary ścisnął moją dłoń.
– Kochanie, mam jeszcze kilka s






