– Władza i wpływy i tak musiałyby ostatecznie spocząć w rękach jednej osoby. Dopiero gdy wszystko zostanie sfinalizowane, moje zadanie dobiegnie końca – oświadczył Wale.
Wale brzmiał szczerze, odpowiadając na każde zadane przeze mnie pytanie. Sprawiał wrażenie człowieka godnego zaufania.
Mimo to wciąż byłam sceptyczna.
– Nie jestem uważana za członka rodziny Schicków. Nie obawia się pan, że uciekn






