Osobowość Jeana wciąż się zmieniała.
Wystarczy wziąć pod uwagę fakt, że to on zabrał mnie z tego lodowego pustkowia!
Maszerował, niosąc mnie na plecach, przez jakieś dwie lub trzy godziny. W końcu się zmęczył i postawił mnie na chwilę na oblodzonej ziemi. Pożalił się: – Ale z ciebie ciężar!
Uparcie rzekłam: – Naprawdę ważę niecałe pięćdziesiąt kilogramów.
Ale nawet jeśli ważyłam tak niewiele, musi






