Eddie poczuła natychmiastowy niepokój. Sama myśl o opuszczeniu Stuarta sprawiała, że ogarniał ją przeszywający chłód, jakby wpadła do lodowego domu.
W końcu zrozumiała wszystko.
Być może...
To nazywało się przeznaczeniem.
Podniosła ręce. Choć wiedziała, że nie może go dotknąć, nie mogła się powstrzymać od pragnienia, by otrzeć łzy z jego twarzy. Sama też płakała razem z nim.
"Stuart... Stuart! Stu






