James spojrzał na Zachariasa, który leżał słabo na szpitalnym łóżku, a jego twarz, pozbawiona kolorów, naznaczona była napięciem. – No weź, usiądź – powiedział Zacharias, zdobywając się na słaby uśmiech.
Wysunął wątłe ramię spod koca i lekko poklepał dwukrotnie krawędź łóżka.
Mimo że po sali rozrzucone były krzesła, Zacharias przeczuwał, że cokolwiek James miał zamiar powiedzieć, może nie być łatw






