– Nie trzeba, skoro już tu jesteśmy, możemy wpaść do dziadka i babci.
Mateusz nie chciał, żeby ktokolwiek czytał w jego myślach, sprawiając wrażenie, że nadmiernie troszczy się o Valerię.
Zwłaszcza Karol, który ostatnio stał się śmielszy i ośmielał się z niego żartować. Wyglądało na to, że jego premia roczna rzeczywiście ucierpi.
Pod nocnym niebem czarny Cayenne powoli wjechał do podziemnego garaż






