Strażnik Kiana i jego przyjaciele niemal oszaleli z jego powodu. Z trudem powstrzymując odruch wymiotny, zawlekli go z powrotem do gabinetu lekarskiego.
Staruszek, którego Kian rzucił na podłogę, zaskomlał niewinnie: "Nie wypuszczajcie go, jeśli coś mu się z głową porobiło! Co do cholery! Dlaczego on w ogóle łapie gówno do jedzenia!"
Szkolny strażnik wyjął portfel, wyglądając na zakłopotanego jak






