W kawiarni panowała cisza, przerywana jedynie szelestem liści na zewnątrz na nocnym wietrze i duszącym milczeniem między nimi.
Jordan odezwał się pierwszy. "Cóż, czyściciele..."
Jego głos był ledwie głośniejszy od szeptu, jakby był tylko obserwatorem jakiejś starożytnej opowieści.
Powiedział: "To nie jest kryptonim. To rodzinny obowiązek przekazywany z pokolenia na pokolenie od setek lat".
Stella






