languageJęzyk
Powstanie Odrzuconego Likana-placeholderPowstanie Odrzuconego Likana

Powstanie Odrzuconego Likana

Autor: Aeliana Moreau

Czytaj
Ostatnia aktualizacja: 4 kwi 2026
130 Rozdziały
190.1K słów

"Ja, Jace, przyszły Alfa Srebrnego Cienia, odrzucam cię, Lakoto, jako moją partnerkę i Lunę." To były słowa, które mój przeznaczony partner wypluł w moją osiemnastą rocznicę urodzin. Nazwał mnie wilczycą bez wilka. Bezużytecznym ciężarem. Nie wiedział jednak, że jestem nie tylko wilkołakiem - jestem Alfą Lycanem, ostatnim ocalałym spadkobiercą zmasakrowanej linii krwi. Przez piętnaście lat mój ojciec i ja ukrywaliśmy naszą prawdziwą moc na widoku. Ale moje złamane serce szybko zamieniło się w czyste obrzydzenie, kiedy odkryłam chorą, pokręconą intrygę mojego byłego partnera. Nigdy nie zamierzał mnie puścić; planował zamknąć mnie w lochach jako sekretną maszynę do rozrodu, więźnia, który urodzi jego "silnych spadkobierców". Tej samej nocy uciekliśmy. Wyruszyliśmy na poszukiwanie Ukrytego Terytorium - mitycznego sanktuarium, które zaginęło w czasie - aby odbudować nasze własne dziedzictwo. Kryształowa Krew powstanie z popiołów jako przystań dla wyrzutków i ocalałych. Kiedy Jace i jego ojciec wyjechali z wizytą dyplomatyczną, wyszliśmy. Ale nie odeszliśmy sami. Każdy elitarny wojownik, którego kiedykolwiek wyszkolił mój ojciec, i każda lojalna Omega, mająca dość znęcania się, podążyła za nami z tego zgniłego miejsca. W końcu zrzuciliśmy nasze żałosne przebrania, uwalniając surowe, duszące aury prawdziwych Alf Lycanów. Mogę sobie tylko wyobrazić czysty horror na twarzy Jace'a, kiedy wrócił i odkrył, że jego najsilniejsze siły zniknęły. Rok później dumnie stoję jako rządząca Alfa najstraszniejszej watahy na Ukrytym Terytorium. Ale mój tron to za mało, gdy moja była wataha nadal trzyma niewinne kobiety jako materiał hodowlany. Myśleli, że złamali słabego wilka. Teraz zmierzą się z gniewem Lycana. Nadszedł czas, aby rozpocząć wojnę, spalić ich zgniłe imperium i zmusić ich do zapłaty krwią.

Pierwszy rozdział

Keir

Wiem, że podąża za mną Królewski Oddział, i jestem wdzięczny, że nie wkroczę na to terytorium sam, ale nie oglądam się za siebie, by sprawdzić, czy nadążają. Im bardziej zbliżam się do terytorium mojej Watahy, tym większa wściekłość ogarnia mojego Likana.

Ryknąłem na pierwszy znak kłopotów. Czułem, jak więzi z członkami Watahy zrywają się jedna po drugiej, a mój ryk przerodził się w czystą furię w chwili, gdy poczułem, że moja Partnerka cierpi niewyobrażalny ból. Z każdą sekundą było tylko gorzej, a kiedy więź z Partnerką uległa zerwaniu, ugięły się pode mną kolana. Mój Likan wydał z siebie żałosne, przepełnione żalem skomlenie.

Nie tłumaczyłem się, gdy wybiegałem z Sali Rady, i wiedziałem, że nie muszę. Ledwie rejestrowałem obecność Wilków i Likanów na zewnątrz, gdy opuszczałem budynek, ale czułem, że pędzą za mną z ogromną prędkością. Wiedziałem, że ich obecność zawdzięczam mojemu drogiemu przyjacielowi, Armasowi, i zamierzałem z niej skorzystać, gdyby zaszła taka potrzeba.

Zbliżając się do granicy, czuję zapach krwi i śmierci; do moich nozdrzy dociera też inna woń, i już wiem, że to Banici odpowiadają za to, co za chwilę zobaczę. Pierwszym ciałem, na które natrafiam, jest ciało mojego Bety. Wyrywa mi się z gardła ryk, gdy widzę rany pokrywające jego zwłoki.

Im głębiej zapuszczam się w terytorium, tym bardziej pęka mi serce – niektórzy zaledwie zdążyli wybiec ze swoich domów, a kiedy zbliżam się do domu członka Watahy, któremu właśnie urodziło się Szczenię, wchodzę do środka. Wilk podążający moim śladem zwraca śniadanie na widok sceny w głównej sypialni – Szczenię i jego Matka są zmasakrowani nie do poznania.

Bliżej Domu Watahy znajduję liczne ciała Wojowników i Omeg; już wiem, że ich wysiłki, by chronić swoją Lunę, zakończyły się fiaskiem. Mam tylko nadzieję, że udało im się ocalić jej dziedziczkę, wciąż łudząc się, że znajdę ją żywą. Ciało mojego Gammy leży na frontowych schodach Domu Watahy, a jego Partnerka zginęła w progu.

Krzyczę z bólu, gdy na korytarzu u stóp schodów znajduję ciała ich Szczeniąt. W połowie drogi na górę natykam się na martwą Partnerkę mojego Bety, i wiem, że to tylko kwestia czasu, zanim znajdę swoją. Mój Likan ryczy w czystej furii, gdy nasze oczy spoczywają na naszej Partnerce, leżącej twarzą do ziemi na półpiętrze drugiego piętra.

Członek Królewskiego Oddziału, który tu za mną podążył, staje obok. Słyszę, jak wciąga powietrze z niedowierzaniem, gdy jego wzrok pada na moją Partnerkę. Warczę, gdy robi krok w jej stronę. "Spokojnie, Keir. Słyszę słabe bicie serca." – mówi samiec, a gdy na niego patrzę, dociera do mnie, skąd zna moje imię; kiedyś należeliśmy do tej samej Watahy.

Powoli podchodzi do mojej Partnerki, a gdy odwraca ją na plecy, moim oczom ukazuje się moja Córka; ten widok sprawia, że osuwam się na podłogę. Mój Likan skomle, gdy patrzymy na zakrwawione ciałko naszego Szczenięcia. Jej słabe bicie serca przynosi nam zaledwie cień ulgi. Przysięgam Bogini, że będę jej chronił własnym życiem.

"Keir, połączyłem się z jednym z członków Oddziału, żeby na nią spojrzał. Ma wykształcenie medyczne i powie nam coś więcej o jej obrażeniach" – mówi Armand, a ja jestem mu wdzięczny, że ktoś sprawdzi stan mojej Córki. Pyta, czy wiem, gdzie jest jej Ojciec, Alfa. Gdy odpowiadam, że właśnie na niego patrzy, szczęka opada mu z wrażenia.

Wie, że nigdy nie chciałem zostać Alfą, przynajmniej w Watasze, w której się urodziłem, i jak nikt inny rozumie dlaczego. Młody samiec kończy badać moją Córkę i oznajmia, że krew należy do mojej Partnerki; jedyne obrażenie Córki to rana na głowie, prawdopodobnie od uderzenia, gdy jej Matka upadła, trzymając ją w ramionach.

Wymieniamy się z Armandem numerami, po czym radzi mi opuścić terytorium. Obaj obawiamy się, że atak mógł być wymierzony we mnie, i żaden z nas nie chce ryzykować życia mojej Córki. Chwytam ogromny plecak, ładuję do niego kilka rzeczy, których nie chcę stracić, oraz ubrania dla nas obojga.

Moja Córka obudziła się wiele godzin później, krzycząc wniebogłosy. Minęło mnóstwo czasu, zanim uspokoiła się na tyle, bym mógł zapytać, co pamięta. Nie jest jednak w stanie mi niczego powiedzieć – Matka chwyciła ją tylko, by wbiec po schodach na piętro.

"Mamusia objęła mnie, moja twarz w koszulce." – mówi Córka, a ja wiem, że moja Partnerka zrobiła wszystko, co w jej mocy, by zapobiec traumie. Przynajmniej wiem, że Córka nie będzie miała koszmarów o tym, co się wydarzyło. Cieszę się, że może nigdy nie przypomni sobie, jak zginęła jej Matka, skoro ma zaledwie dwa lata.

Echo trzyma na krótkiej smyczy naszą aurę Alfy, gdy oddalamy się od naszego terytorium. Nie chcemy, aby ktokolwiek pomyślał, że mamy złe zamiary, ani nie chcemy zostać odprawieni, jeśli znajdziemy Watahę gotową nas przygarnąć. Nie obchodzi mnie, co będę musiał robić w Watasze, o ile tylko zdołam zapewnić Córce bezpieczeństwo.

Omijam szerokim łukiem kilka terytoriów, o których wiem, że potrafią wyczuć we mnie Likana; niewiele Watah przyjmuje Likana, jeśli w całości składają się z Wilkołaków, a mi zależy na znalezieniu takiej Watahy, która mojego prawdziwego ja nie wyczuje. Tak będzie najbezpieczniej dla mnie i mojej Córki.

Podróżowanie z dwulatką nie powinno być tak łatwe, ale moja Córka nie narzeka, choć jesteśmy w drodze każdego dnia. Naprawdę wierzę, że rozumie o wiele więcej, niż powinna. Minął prawie tydzień od ataku, który pozbawił mnie Partnerki i Watahy, a moją Córkę Matki. Mam ogromną nadzieję, że wkrótce znajdę Watahę, w której osiądziemy.

"Tatuś." – odzywa się moja Córka. Widzę, jak jej dłoń wskazuje na prawo. Słyszę stamtąd wargi i warczenie, po których następują krzyki młodych Szczeniąt.

Biorę Córkę na barana i bezszelestnie podążam w stronę dźwięków, a gdy dostrzegam idealną kryjówkę dla mojego dziecka, wsadzam ją wysoko na drzewo.

Każę jej być cicho i czekać, aż po nią wrócę. Kiwa głową i kładzie rączki na ustach. Zostawiam plecak oparty o pień, zaledwie kilka kroków od jej kryjówki. Wychodzę zza linii drzew prosto na scenę, która niemal sprawia, że tracę kontrolę nad Echem, ale przypomnienie mu o naszym Szczenięciu wystarcza, by się wycofał.

Staję między Banitami a Szczeniętami przypartymi do drzewa; Wilk walczy z dwoma Banitami, podczas gdy dwóch kolejnych rzuca się na mnie. Chwytam ich obu za gardła. Szybkim ruchem łamię im karki, po czym odrzucam ciała na bok i łapię kolejnego Banitę za włosy.

Odciągam go od Wilka, który chronił Szczenięta, i ciskam nim tak daleko, jak potrafię, po czym odwracam się w stronę Szczeniąt. Z drugiej strony polany wyłaniają się trzy Wilki; rozprawiają się z dwoma wciąż oddychającymi Banitami, po czym pędzą w naszą stronę.

Młode Szczenię płci męskiej wyciąga rączki do czarnego Wilka, i domyślam się, że to Alfa tej Watahy, zapewne jednocześnie Ojciec Szczenięcia. Inny Wilk powoli podchodzi do małej samiczki; widzę, jak uśmiecha się do niego, gdy ten trąca ją nosem w szyję – to pewnie jej Ojciec.

Trzeci Wilk przybrał Ludzką postać. Trzyma w dłoniach dwie pary dresowych spodni i odwraca się do dwóch pozostałych Wilków; obaj zmieniają postać, by je założyć. Samiec, który chronił Szczenięta, oddycha chrapliwie, a ja słyszę, jak z każdym oddechem bicie jego serca słabnie; oddał życie za te dwa Szczenięta.

Gdy przestaje oddychać, rozlega się żałosne wycie – wiem, że osierocił Partnerkę. Alfa, który przedstawia się jako Alfa Geofry z Watahy Srebrnego Cienia, zaprasza, bym poszedł z nimi.

"Zaraz wracam. Zostawiłem coś w lesie i muszę po to pójść." – odpowiadam. Alfa kiwa głową, a ja wracam po moją Córkę.

W drodze do Domu Watahy dowiaduję się, że samiec, który zginął, był jego Gammą, mała samiczka to Córka jego Bety, a samiec, zgodnie z moimi podejrzeniami – to Syn Alfy. Moja Córka idzie trzymając małą samiczkę za rękę, a Syn Alfy maszeruje po jej drugiej stronie.

Po raz pierwszy od tygodnia moja Córka może wziąć prysznic; jestem też wdzięczny za ubrania, które dla nas przygotowali. Gdy wychodzi spod prysznica, wczołguje się do łóżka i zasypia bez słowa, a ja decyduję się wziąć drugi prysznic, żeby naprawdę zmyć z siebie brud.

Pukanie do drzwi wyrywa mnie z zamyślenia. Otwieram; w progu stoi Omega, która informuje mnie, że kolacja jest gotowa. Na dźwięk słowa „jedzenie” Córka w ułamku sekundy staje u mojego boku. Śmieję się cicho, biorąc ją na ręce, i podążam za Omegą w dół schodów do jadalni.

Po kolacji Omega podchodzi do nas i oznajmia, że zaopiekuje się moją Córką, podczas gdy ja będę rozmawiał z Alfą i jego Betą. Moja Córka bez wahania chwyta jej dłoń. Gdy obie kierują się na górę, ja ruszam za Alfą do jego gabinetu.

Czytaj