JESSE
Vivian roześmiała się, gdy przenosiłem ją przez próg do penthouse'u. – Upuścisz mnie – powiedziała na wpół karcąco.
– Nigdy bym do tego nie dopuścił.
– Możesz mnie już postawić, Jesse. Moje nogi działają całkiem sprawnie.
Pocałowałem ją w czubek nosa. – To prawda, ale musisz mi wybaczyć moją nadopiekuńczość. Niesiesz cenny ładunek.
– Czy ja jestem częścią tego ładunku?
– Zdecydowanie.
Zanios






