Nigdy nie przyjęłabym takiej oferty, nawet gdyby ten obrzydliwy klub nie był jej częścią. Zamierzałam radzić sobie dzięki sile własnych umiejętności i zasług. Nie byłam zainteresowana przyjmowaniem jałmużny, bez względu na to, jak hojna by ona nie była.
Ale ta oferta nie była aktem miłosierdzia. Wiceprezes chciał, żebym postawiła się ponad innymi, żeby czerpała korzyści, podczas gdy oni cierpią.






