– Poczekaj – wiceprezydent otwarcie zmierzył mnie wzrokiem, a potem ślady na mojej szyi. – To było nieporozumienie. Puśćcie ich.
– Panie prezydencie? – odezwał się sekretarz.
– Powiedziałem, puśćcie ich – powtórzył, tym razem bardziej stanowczo.
Sekretarz skulił się w sobie. Ochroniarze stali nieruchomo, zmieszani.
Chase pociągnął mnie za ramię. – Chodź, Asher. – Machnął ręką w stronę drzwi.
Ashe






