Mój niepokój powrócił dziesięciokrotnie, a żadne masaże ramion Ashtona, choć bardzo przyjemne, nie były w stanie mnie uspokoić.
– Cynthia? – odezwała się kobieta przy biurku.
Prawie wyskoczyłam ze skóry.
Ashton natychmiast mnie objął. – Dasz radę. Nie masz się czego bać.
Przytaknęłam, wtulona w niego. Chciałam zostać tu, gdzie jestem, na zawsze.
– Cynthia? – powtórzyła głośniej kobieta. Nie będzi






