

Autor: Avelon Moreau
Po latach walki z bezpłodnością i zdradzie ze strony ukochanego, Ella w końcu decyduje się na dziecko samodzielnie. Jednak wszystko idzie źle, gdy zostaje zapłodniona próbką zastraszającego miliardera, Dominica Sinclaira. Nagle jej życie staje na głowie, gdy pomyłka wychodzi na jaw - zwłaszcza, że Sinclair to nie tylko zwykły miliarder, ale także wilkołak kandydujący na Króla Alf! Nie pozwoli, by ktokolwiek wychowywał jego szczeniaka. Czy Ella przekona go, by pozwolił jej zostać w życiu dziecka? I dlaczego on patrzy na nią, jakby była jego następnym posiłkiem?! Przecież nie może być zainteresowany człowiekiem, prawda?
Ella
– Przykro mi, Ello – mówi łagodnie moja lekarka. – Obawiam się, że masz bardzo niewiele zdolnych do zapłodnienia jajeczek. Szczerze mówiąc, zazwyczaj widuję takie wyniki u kobiet dziesięć lub piętnaście lat starszych od ciebie.
– Co? – mruczę, nie wierząc własnym uszom. Od lat staram się o dziecko. Mam dopiero trzydzieści lat, powinnam mieć jeszcze mnóstwo jajeczek.
– Jeśli chodzi o płodność, zostało ci bardzo mało czasu – kontynuuje. – Jeśli chcesz począć dziecko, musisz to zrobić, zanim rozpocznie się twój następny cykl.
– Mój następny cykl? – powtarzam, zszokowana otwierając usta. Kocham dzieci bardziej niż cokolwiek na świecie i choć nie musi to być ambicją każdego, ja nie pragnę niczego więcej, jak tylko zostać matką.
Muszę wracać do domu i przekazać tę nowinę mojemu chłopakowi, nie mamy ani chwili do stracenia.
Docieram do domu w rekordowym tempie, wpadam przez drzwi i już otwieram usta, by zawołać Mike'a, ale zatrzymuję się jak wryta. Zaraz po wejściu do środka zauważam parę szpilek i torebkę przy drzwiach – żadna z tych rzeczy nie należy do mnie.
Nadstawiam uszu w stronę sypialni i żołądek podchodzi mi do gardła, gdy słyszę jednoznaczny dźwięk jęków, któremu towarzyszy miarowe łup, łup, łup uderzającego o ścianę łóżka. Gorsza od uświadomienia sobie, że Mike najwyraźniej jest tam z inną kobietą, jest świadomość, z kim dokładnie tam jest. Znam tę torebkę i znam te buty – należą do mojej najlepszej przyjaciółki, Kate.
– Kurwa, Ella jest taka głupia. – Mike wybucha śmiechem. – Wierzysz, że ona naprawdę oczekuje, że zrobię jej dziecko?
Kate prycha. – Ma urojenia. W ogóle nie wiem, jak mogłeś z nią tak długo wytrzymać.
– Gdyby nie była taka piękna, nigdy bym na nią nie spojrzał – drwi Mike. – Na szczęście codzienne dawki pigułki "dzień po" uchroniły ją przed zajściem w ciążę.
– Pigułki po stosunku? – pyta Kate. – Jak udało ci się jej ją podać, żeby się nie zorientowała?
– Wrzucałem ją do jej porannej kawy – chichocze Mike, brzmiąc na zdecydowanie zbyt zadowolonego z siebie.
Widzę wszystko na czerwono, gdy w końcu wszystkie elementy układanki trafiają na swoje miejsce. Nagle staje się jasne, dlaczego nigdy nie byłam w stanie zajść w ciążę, pomimo uprawiania seksu bez zabezpieczenia kilka razy w tygodniu przez całe lata. Jasne staje się nawet to, jak mogłabym mieć jajeczka czterdziestopięciolatki, skoro mój podły partner potajemnie karmił mnie awaryjnymi środkami antykoncepcyjnymi każdego dnia – nie wiadomo, jakie inne szkody mogło to wyrządzić w moim układzie rozrodczym.
Zanim zdążę to przemyśleć, włączam ścienny alarm przeciwpożarowy, chcąc tak mocno przestraszyć i ukarać parę w sypialni, że aż boję się, iż mogłabym ich zaatakować, gdy z niej wyjdą. Woda natychmiast tryska z systemu zraszaczy zamontowanego na suficie, przeraźliwy dźwięk syreny wypełnia powietrze, a ja słyszę zszokowane okrzyki Mike'a i Kate.
Kilka chwil później wybiegają z sypialni, zatrzymując się jak wryci na mój widok, gdy wyłaniam się w drzwiach. Oczy Mike'a robią się komicznie wielkie. – Co ty robisz w domu tak wcześnie?
Ta żmija ma czelność brzmieć na oburzonego, że go zaskoczyłam, podczas gdy to on Bóg wie od jak dawna wymykał się za moimi plecami. Chyba zdaje sobie sprawę, jak podejrzanie to wygląda, że on i Kate stoją tam w bieliźnie, bo szybko dodaje: – Kate przyszła do mnie, żebyśmy mogli zaplanować niespodziankę na twoje urodziny, ale potem rozlaliśmy kawę na nasze ubrania, więc musieliśmy się przebrać.
Ogień płonie w moich żyłach. Musi naprawdę uważać mnie za idiotkę, skoro oczekuje, że kupię tak żałosną wymówkę.
Świadczy to o ich przerażająco niskim mniemaniu o mnie, że dają się nabrać na moją grę, a ja przysięgam sobie, że tak czy inaczej, zemszczę się. Nie mogę uwierzyć, że zmarnowałam tyle lat – moich najlepszych lat – na tego śmiecia. A teraz on być może kosztował mnie również moją przyszłość. Gdy tylko ta myśl pojawia się w mojej głowie, wiem, że nie mogę sobie pozwolić na zmarnowanie ani chwili więcej na Mike'a, mam ważniejsze sprawy do załatwienia.
Wymyślam jakąś wymówkę i po raz drugi tego popołudnia pędzę przez miasto, uciekając w pocieszające ramiona mojej przybranej siostry, Cory. Nie tylko dorastałyśmy razem w sierocińcu, ale ona została ginekologiem-położnikiem i pracuje teraz dla najbardziej ekskluzywnego banku nasienia w mieście. Nigdy wcześniej do niej nie poszłam, bo zawsze wyobrażałam sobie, że Mike i ja w końcu poczniemy dziecko w naturalny sposób, ale to już oczywiście nie wchodzi w grę.
Nawet gdybym mogła w tak krótkim czasie znaleźć mężczyznę chętnego zrobić mi dziecko, po zdradzie Mike'a nie palę się do ufania komukolwiek. Będę musiała zrobić to sama i wiem, że Cora może mi pomóc. Nie mam zbyt wielu pieniędzy, ale wystarczy mi oszczędności, aby zapłacić za inseminację, zwłaszcza że w zasadzie mam tylko jedną jedyną szansę.
Kiedy przybywam na miejsce, wszystkie moje plany, by jasno i zwięźle przedstawić Corze moją sytuację, biorą w łeb, bo w chwili, gdy widzę moją siostrę, całkowicie się rozklejam. Przytula mnie i całuje, dopóki moje łzy nie ustępują, powoli, kawałek po kawałku, wyciągając ze mnie całą historię. Kiedy słyszy o Mike'u i Kate, klnie jak szewc, ale to nic w porównaniu z jej reakcją, kiedy wyjaśniam sprawę mojej płodności.
– Ten mały gnojek! Zabiję go! – wścieka się, przyglądając mi się zmartwionym wzrokiem. – Ello, jeśli twoja lekarka miała rację, to znaczy, że masz tylko jedną szansę na poczęcie.
– Wiem – pociągam nosem. – A jeśli to ma być moje jedyne dziecko, nie chcę niczego ryzykować. Chcę najlepszego dawcę, jakiego uda nam się znaleźć.
– O to się nie martw – zapewnia mnie Cora. – Mamy tu donacje od aktorów, modelów, naukowców – to sama śmietanka. – Spogląda na drzwi i zniża głos. – Nie wiesz tego ode mnie, ale nawet Dominic Sinclair wysłał tu swoje próbki do testów.
– Dominic Sinclair? – powtarzam. – Ten miliarder? – Widziałam go w mieście, ale raczej nie obracamy się w tych samych kręgach. Mieszka w tej samej okolicy, co mój bogaty pracodawca i często wita się z dziećmi, którymi się opiekuję, ale zawsze otacza go wianuszek ochroniarzy i jest tak onieśmielający, że dostaję gęsiej skórki na samą myśl o nim.
– O mój Boże! – Cora zasłania usta dłonią. – Nie powinnam ci tego mówić! Nie wiem, o czym myślałam. Podobno problemy z płodnością nie są mu obce, a on zaufał nam, że zajmiemy się jego pływakami lepiej niż każde inne laboratorium w kraju. Mam jego nasienie w drugim pokoju w tej samej chwili. – Denerwuje się. – Ale Ello, nie możesz nikomu o tym powiedzieć, musisz mi to obiecać.
– Oczywiście! – zgadzam się natychmiast. – Wiem, jak ważna jest tutaj poufność.
– Dziękuję – wzdycha Cora z ulgą. – A teraz dam ci akta naszych klientów, żebyś mogła wybrać dawcę, a jak już to zrobisz, zapłodnimy cię, zanim zdążysz mrugnąć okiem.
To nie jest łatwa decyzja, ale w końcu wybieram przystojnego chirurga, na widok którego zdjęcia niemal mdleję z wrażenia. Cora wychodzi z pokoju tylko na tyle długo, by przygotować próbkę, i choć po powrocie wygląda na nieco speszonym, szybko i profesjonalnie przeprowadza inseminację, trzymając mnie za rękę, gdy zabieg dobiega końca. – Wszystko już załatwione, Ello – obiecuje. – Możesz wrócić za dziesięć dni, żeby sprawdzić, czy się udało.
Dziesięć dni. Myślę w oszołomieniu. Dziesięć dni, by zadecydować o całej mojej przyszłości.
Gdybym tylko wiedziała, że kiedy minie te dziesięć dni, moja przyszłość nie będzie już należeć do mnie – ale do samego Dominica Sinclaira.