Zegar tykał złowieszczo w posiadłości Alvarezów, gdy rodzina zebrała się w gabinecie, a napięcie iskrzyło w powietrzu jak przewód pod napięciem. Luca stał przy oknie, wzrok utkwiony w horyzoncie, szczęka zaciśnięta w mieszaninie determinacji i frustracji. Wspomnienie krwi Jeffersona, zbierającej się pod nim, prześladowało jego myśli, podsycając determinację. Jefferson umarł, ratując go, a Luca nie






