Pierwszą rzeczą, którą robię po dotarciu do gabinetu, jest zapisanie imion ze snu. Myślę o zadzwonieniu do Dereka, ale on mnie uprzedza. Przez chwilę wpatruję się w jego imię na ekranie i pozwalam, by włączyła się poczta głosowa. Ekran gaśnie, a gdy znów się rozświetla jego imieniem, zbieram się na odwagę, by odebrać.
– Phoebe? – mówi, brzmiąc na równie wystraszonego, jak ja się czuję.
– Tak – wyd






